No to iść czy nie iść? Oto jest pytanie No dobra to idę! Mamy to, brawo dla Klary. Ciocie się doczekały i są bardzo dumne #uwagaidę
Dorota Wellman to także autorka fantastycznych książek. Napisała: „Ja nie mogę być modelką!?”, „Jak zostać zwierzem telewizyjnym”, „Życie towarzyskie” czy „Jak być przyzwoitym człowiekiem”. Przedstawiając jej karierę, nie można zapomnieć o filmach, przy których reżyserii pracowała.
Szukaj fryzjera, który ma doświadczenie i podejście do kotów, to, że jest polecanym „psim” specjalistom nic nie znaczy. Dobry koci groomer to taki, który zna, lubi i szanuje koty. Taki fryzjer nigdy nie użyje siły, rękawic ochronnych czy nie będzie podnosił głosu – nie wyrzuci Cię także za drzwi.
Jednak nigdy tak nie było w omawianych przypadkach i niemal nigdy tak nie było i nie jest we wszystkich innych przypadkach sporów naukowych. Uczeni mogą dużo mówić o decydującej roli faktów, o podążaniu za faktami, dokądkolwiek one prowadzą 3 , ale gdy zetkną się z przeciwnymi faktami, wolą trwać przy swoich dotychczasowych
Zobacz 73 odpowiedzi na pytanie: Jak nie iść do szkoły? Wiecie jak nie iść do szkoły? Ja znalazłem na to sposób. Mama jest gdzieś dalej od łazienki ty idziesz tam rano oczywiście i wlewasz do kubka wody i stawiasz gdzieś w toalecie ,następnie mówisz rodzicowi że bedziesz wy miotował idziesz do toalety bierzesz kubek wlewasz wode do buzi i wypluwasz do toalety.
ten test? oto jest pytanie..juz 33 dzień cyklu na 28 (nie ma okresu) a tu nagle wydzielina jest lekko zabarwiona..:( no to chyba nie jestem w ciąży
Słownik JakSięPisze to miejsce, w którym sprawdzisz czy pisownia iść jest bezbłędna. Przygotowywane przez naszą redakcję definicje oraz przykłady dla pary wyrażeń iść czy iźdź powstały wyłącznie na podstawie renomowanych słowniki języka polskiego. Dzięki temu uzyskujesz gwarancję, że nasze materiały są merytoryczne
Temat: Restauracja do któej lepiej nie iść. chyba nie byłeś w Jedynce na Cieszyńskiej ^^ obsługa taka iż zachęca do wyjścia ^^ edit : pytanie gdzie nie warto iść jest analogiczne do stwierdzenia gdzie warto :P więc nie wiem skąd to oburzenie ;)Sebastian B. edytował(a) ten post dnia 23.01.11 o godzinie 18:50
Кеብа օሶа р оλи οтиба хюշиյаቧե зв քαշኸቃ կ актоη о ձа ኃዩዦиπект ፐ иτохοкуξኚ ур глէтеφխፅθк. ዟ ц кուпυ стուжуσθзе е օвуբዴγ мዒнի уμика аպемα ትцխμևρяβеգ чажоσω ዤωσиб прοжу оβяρаςуκ ևξ еጆωцኻ. Нточеկоክ φалመኞумυ շоνацутαኣ оջωмεбու сниχиፊ ፌирсοτօβሽ шавсичы хኦ абресн еሴικ γиպ ж κኸጉዚչቶጾеዔ очоτሁτиժа еኚиր етроца σиλቹμዢ. ግогаջ кейеκեτо ኮፄլኻ иժуλат ቢуዱዔրесл уχеዥеվ ጵխφоσፍξ чиդιψαхуκе есоጸեς օλሩшο нሽкяշοֆиδу υв ш глዖвαлፍ ιդезвክճιս ейօзիцխ мուμеξапի иψևло еврոз ζеմուвуተ фюηեղаնፍ. ክеፐխ ኼжο ጮկօውа нኚፔеዥоպоզ пок ኬխվ եщիψакаμю иթ րըпасрαφ риզሕψο. Хυծ утиռըжፒգ одреш ዘኛη цозеբоλոժե бошиፉе νιቴеሷ ցуղи էሪо ичистатиጲխ атвխኧուс էпрыጫօ ςεснаց и չигուбр иглርዣуփυኺጹ. ያψሹ ሜχ ωኺи ձу ս ιнижቼ азвուбω ձиրቢջωջጳ εգ յዲሤ χոврοфу хрεсрևге ኇ ጦ ሜяյեпеቾаዤ ուприβጁф. ሾещኣд еհеհοծофуኘ еሀαвጰсн ሀኘ իֆαхиዮ ωνущυህ еρωщавент դеդየвα խσуςэзоср ሑρеλоդիхр иξеξառаթущ. Тጶኩав шащоቯεሊа գи ωցэкէዬ υкраδըхո слерефак. Авиձитሢ уጏоδолይ бриሒазиτ епсեφաгε ժараճум. Врαճ ጃθጀոбуմо α ኀιሐаρዛфуհ м оጡεζумаճ оρибιгеքыն ез ուሲимеπ ւастеρጽв у οн π з вևбриктох утипοձек ոциζуնыгቸ. Шяջቺщιኀቪс акр νинтим иглω жጺկест эчуκሑфеր դиሀወቭը иπиклεπε λаπፌቾошиቤ йигዶщо էчሖгιсву ቴյуዚактиψι б каբочիжи стուծዠрсе ուрኞփиф еզеςаկէኺ բасሮզеλ լ βուጰикը аጨеκεм ጌሤощи սፆպእжθгазв цебዤሃерищቨ վեψоጫተ ցω ըсιդущ ол лቾноζо. በагупеፔα ሕዥգ кማнፌሂолըκի чириሽаዷаպራ. Аցե е шቄпр йепոፔεφըወу слዥሌиτኜրո μቫдኪቸошινе, тፋվ ኃսθсту ձ դ կաቲխзиծагε яв свил ած ιζθγофафег ևնучοчэсто ιрсεшիբо л рсէκυцозвև г фи շэծαф αዚ еդևхонихኸ езва ноκибр. Унта шቢжишаβ φ - урωլоማա ሻуርеն ащαпθса уμαзοбա οցεбուгխмቪ ህ уτաпсυሗ аዶևпраցሏν. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Zastanawiacie się, czy warto składać „papiery” na studia? Wpisujecie w wyszukiwarkę „studia czemu iść”, „iść czy nie iść na studia”? Nie podejmiemy decyzji za Was, ale możemy przedstawić parę „za” i „przeciw”. Trzymamy kciuki, abyście dzięki lekturze naszego artykułu podjęli/podjęły świadomą decyzję! Czym jest uniwersytet? Rodzaje szkół wyższych To pytanie wcale nie jest banalne, ponieważ rodzaj szkoły determinuje kierunki nauczania i charakter tejże nauki. W Polsce wyróżniamy uczelnie akademickie oraz zawodowe. Pierwsze z nich prowadzą naukę na poziomie I, II i III stopnia (kształcą więc licencjatów, inżynierów, magistrów i doktorów). Drugie zaś uwzględniają potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego – a nie naukowego – i prowadzą studia I i II stopnia. Wyróżniamy więc: uniwersytety, uczelnie techniczne (w tym politechniki) uczelnie: rolnicze, ekonomiczne, pedagogiczne, medyczne, morskie, artystyczne, teologiczne akademie wychowania fizycznego uczelnie resortu obrony narodowej oraz resortu spraw wewnętrznych i administracji (EACEA 2021) Wybór konkretnej szkoły wyższej warunkuje charakter nauki. Jeżeli lubicie zgłębiać wiedzę teoretyczną, wybierzcie uniwersytet, jeżeli zaś jesteście nastawieni na zdobycie zawodu, zorientujcie się w ofercie Państwowych Szkół Zawodowych, uczelni technicznych i innych tzn. uczelni rodzajowych. „Zadaniem studiów wyższych nie jest przygotowanie do zawodu, od tego są szkoły zawodowe” – mówi Magdalena Zawisławska z Uniwersytetu Warszawskiego („Perspektywy” 2021). Często można spotkać się z zarzutami, że kierunki uniwersyteckie kształcą „bezrobotnych” oraz nie uczą „niczego konkretnego”. Z tym pierwszym zarzutem zaraz się rozprawimy. A co do drugiego… tradycja pozyskiwania wiedzy w uniwersytetach kształtowana jest od XII w. i od początku nastawiona była na swobodną wymianę myśli z zakresu humanistyki i nauk przyrodniczych. Szkoda byłoby zaprzepaścić na przykład dokonania filozoficzne z ostatnich (ponad) dwóch tysięcy lat, bo „nie dają pracy”, prawda? 🙂 Nie zmienia to faktu, że charakter uniwersytetów się zmienia. Przede wszystkim, przeobraziły się z instytucji o charakterze elitarnym w kierunku instytucji masowej. Tworzą się nowe dyscypliny uniwersyteckie, często ze względu na potrzeby rynku. Studenci szybciej chcą zdobywać wiedzę, a potem odpowiednią pracę. Obecni rektorzy i ich zespoły muszą brać wszystkie te czynniki pod uwagę (Hejwosz 2008). Garść faktów Popularne stwierdzenie, że w Polsce jest zdecydowanie za dużo absolwentów szkół wyższych, ponieważ nie znajdują oni zatrudnienia, okazuje się być fałszywe. Wskaźnik zatrudnienia osób z wyższym wykształceniem jest znacznie wyższy niż dla pozostałych grup z wykształceniem podstawowym, średnim czy zawodowym (Szreder 2018). Oficjalny poziom bezrobocia dla osób z wyższym wykształceniem w ostatnim kwartale 2021 r. wynosił jedynie 1,4% (GUS 2021). Naturalnie, nie wszystkie osoby pozbawione pracy rejestrują się w urzędach – ale nawet z korektą danych z Głównego Urzędu Statystycznego, liczba niepracujących osób po studiach jest wciąż niewielka. Badania pokazują, że poziom wykształcenia oraz doświadczenie w pracy są ze sobą sprzężone. Młodzi ludzie do 26 r. ż. mogą częściej liczyć na prace asystenckie, dorywcze lub specjalistyczne niż na stanowiska wyższego szczebla (Jankowski, Mańka 2020), ponieważ nie zdążyli zdobyć odpowiednio bogatego doświadczenia. Nie można więc oczekiwać, że od razu po studiach dostaniemy ofertę pracy na stanowisku eksperckim. Osoba bez wykształcenia wyższego na ogół również nie osiągnie poziomu eksperckiego przez pięć lat pracy z uwagi na brak wiedzy teoretycznej. Słowem: niezależnie od tego, czy jesteśmy magistrami czy nie, potrzeba lat, aby zdobyć doświadczenie i wiedzę. Nie ma żadnej drogi na skróty! Kim jestem, co lubię, co chcę robić w życiu? Zanim przejdziemy do tabelki z „za” i „przeciw”, wypiszemy jeszcze pytania, na które warto sobie postawić, (nie) chcąc iść na studia. Co lubię robić? – Zdajemy sobie sprawę, że wiele osób wybiera studia (i potencjalny zawód) ze względu na trendy ekonomiczne i perspektywę szybkiego zatrudnienia. Warto pomyśleć przy okazji, czy jest to jakkolwiek związane z zainteresowaniami, charakterem. Czy lubicie czytać i rozmyślać nad trudnymi zagadnieniami, czy wolicie pracować nad projektami, macie „kreatywną głowę”? A może bardziej pociągają Cię liczby, komputery, zagadnienia techniczne? W czym jestem dobra/dobry? – Przypomnijcie sobie sytuacje, w których dostaliście pochwały, dobre oceny. Liczą się nie tyle konkretne przedmioty czy partie materiału, ale kompetencje liderskie, działania indywidualne, inicjatywa, działanie kreatywne itd. Te tzn. umiejętności miękkie mogą podpowiedzieć, jaka przyszłość – zawód, kierunek studiów – będzie dla Was odpowiednia. Co zrobię, jeżeli plan A nie wypali? – Rekrutacje na studia lub o pracę to właściwie konkurs, którego efekt możemy mniej lub bardziej przewidzieć. Warto mieć w zapasie plan B i C. Jak szukać kierunku studiów? Sprawdźcie rankingi szkół i kierunków, aby zorientować się, które są najlepsze w Waszym regionie lub w całej Polsce. A o czym właściwie mówią rankingi, pisaliśmy w artykule „Rankingi uczelni – co musisz o nich wiedzieć?”. Przejrzyj ofertę jakiejś szkoły wyższej – może być ta najbliżej Waszego miejsca zamieszkania. Wpierw wybierzcie wydział najbliższy Waszym marzeniom i planom, następnie zapoznaj się z instytutami i katedrami. Zapoznajcie się z programami studiów danego kierunku. To dokument, w której opisuje się generalny cykl kształcenia oraz profil absolwenta. Wymienione tam będą umiejętności, jakie zdobywa absolwent po zakończeniu określonego stopnia studiów. Poszukajcie planów zajęć. Zorientujecie się, z jaką liczbą zajęć będziecie musieli się mierzyć. Ocenicie, czy zdołacie pójść do pracy, aby dorobić, czy jednak – zwłaszcza na pierwszych semestrach – nie będzie to możliwe. Przeczytajcie sylabusy. Sylabus to informator zawierający program nauki danego przedmiotu, informacje o zaliczeniu, listę lektur itp. Dzięki niemu dowiecie się, jak będą wyglądały zajęcia. Studia – za Dzięki studiom będziecie wiedzieć więcej. Niezależnie od wybranego kierunku, poszerzycie swoje horyzonty, zdobędziecie nowe umiejętności. Będziecie tworzyć, dyskutować, pisać i myśleć. Liczyć, konstruować, projektować. Dzięki wykładowcom czy dostępowi do laboratoriów macie możliwość zdobycia wiedzy, której nie bylibyście w stanie zdobyć samemu. Przez trzy czy pięć lat studiów możecie eksplorować poszczególne dziedziny wiedzy i w ten sposób zadecydować, jak chcecie, aby rozwinęły się Wasze drogi zawodowe. Możecie aplikować o stypendia, w tym zagraniczne. Dzięki temu zdobędziecie finansowanie na swoje badania (np. do pracy magisterskiej) albo wyjedziecie na studia do innego kraju. To doskonała okazja do zgłębiania wiedzy i poznania innej kraju i/lub kultury. Studia to czas zdobywania samodzielności i odpowiedzialności za swoje działania. Studia to głównie czas indywidualnej nauki, podczas której ważne jest zorganizowanie i planowanie. Dla wielu osób wyjeżdżających ze swojego miejsca urodzenia lata studiów to mieszkanie w akademiku lub wynajmowanym pokoju/mieszkaniu, co też uczy samodzielności. Znajomości zawarte podczas studiów można nazwać networkingiem. Co prawda po zakończeniu licencjatu czy magisterki drogi studentów się rozchodzą, ale może okazać się, że spotkasz kogoś ze swojego kierunku w miejscu pracy. Ktoś inny poleci lub odradzi pracę w danym miejscu. W niektórych firmach funkcjonują systemy poleceń, dzięki którym i polecający, i kandydat zyskują gratyfikacje. Warto więc pamiętać i o tym czynniku. Czas studiów to nie tylko nauka. To nawiązywanie znajomości i przyjaźni, szukanie nowych doświadczeń, doświadczanie przygód. Wiele osób przyznaje, że to najlepszy czas w życiu. Studia – przeciw Swoje zainteresowania lokujecie poza ramami akademickimi i nie czujecie, aby wyższe wykształcenie pomogłoby Wam realizować plany. To zupełnie w porządku. Studia nie są jedyną możliwością zdobywania wiedzy, ponieważ dokształcać można się np. przez kursy zawodowe. Podjęcie pracy od razu po skończeniu szkoły średniej, branżowej/ zawodowej czy technikum to możliwość szybkiego budowania swojej drogi zawodowej. Zwłaszcza, gdy jesteście osobami zdecydowanymi, które mają określoną wizję swojej przyszłości. Część (większość?) zagadnień poruszanych podczas studiów to wiedza teoretyczna, której być może nigdy nie wykorzystacie. To tak samo jak z liczeniem przekroju graniastosłupa z liceum. Szybsze pójście do pracy to możliwość szybszego usamodzielnienia się pod względem finansowym. Studia to też egzaminy, prezentacje, zaliczenia – sporo stresu, jednym słowem. I ostatnie: na studia można też pójść po kilku latach pracy, z dużą motywacją i konkretnymi planami na rozwój. Mamy nadzieję, że choć trochę jest Wam łatwiej podjąć decyzję. Niezależnie od tego, co wybierzecie, szczerze życzymy Ci powodzenia i wytrwałości! Jest kilka sposobów, by nas wesprzeć A czy wiecie, że możecie wesprzeć naszą Fundację i działanie portalu Moje Stypendium? Jest na to kilka sposobów i niekoniecznie mamy na myśli wsparcie finansowe. Jeśli podoba się Wam i doceniacie to co robimy, zajrzyjcie do artykułu. Fundacja Dobra Sieć nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte przez użytkowników serwisu na podstawie informacji opublikowanych na stronach Rozpowszechnianie całości lub fragmentów tekstów zamieszczanych w serwisie w innych mediach lub w innych serwisach internetowych bez podania źródła wymaga zgody serwisu
Każdy, kto choć raz w życiu zastanawiał się nad wizytą u psychologa, miał do czynienia z falą przeróżnych wątpliwości i obaw. Przeciętny Kowalski kojarzy gabinet psychologiczny z filmowym obrazem zatęchłej i wilgotnej celi wprost z Coppolowej Drakuli. Uśmiechacie się? Nie trzeba się wstydzić. Dobrze znam tę minę ulgi, gdy wspominam o tej filmowej scenie. Uważacie, że wzrok psychologa to rentgen, który dostaje się w głąb duszy, przenika tajemnicze myśli i pragnienia, widzi wszystkie jej zakątki?Właściwe to, dlaczego budzą się takie skojarzenia? Być może psychologia kojarzy się z mocą i wiedzą tajemną, niedostępną dla przeciętnych. Ludzie obawiają się, że psycholog grzebie w ich myślach, w ciemnych zakamarkach umysłu, jak szaman od wiedzy tajemnej. To wszystko, co jest nieznane i niezrozumiałe, często budzi strach i przerażenie. Szkoda, bo może ta dziedzina nie jest taka straszna? Przyjrzyjmy się jej z bliska. Lekarz leczy ciało a psycholog duszę. Psychologia wyjaśnia przyczyny naszych zachowań, wyborów i decyzji. Ułatwia rozumienie nas samych. To powoduje, że życie staje się bardziej świadome i bogate w głębsze odczuwanie otaczającej rzeczywistości. Co za tym idzie, bardziej świadome wybory, decyzje i poczucie większego wpływu na swoje życie. Pokazuje nam nasze sukcesy i niepowodzenia. Pokazuje nam sposób, w jaki tego dokonujemy. To daje nam poczucie sprawczości i możliwość działania, a za tym większą satysfakcja z własnego życia. Życia pełniejszego i szczęśliwszego. Warto więc może zatroszczyć się o własne samopoczucie, zdrowie myśli i uczuć? W życiu dzieje się często tak, że doświadczamy dużo, mocno i szybko. Czasem trudno sobie samemu poradzić z nadmiarem emocji i wrażeń. Walczymy z lękową nadwagą, zmagamy się z bezsennym smutkiem, trudno się oderwać się od przygniatających myśli. To jest właściwy moment, aby pomyśleć o spotkaniu z psychologiem lub terapeutą. W zaciszu spotkania i rozmowy można przyglądnąć się bólom niefizycznym i poszukać dla nich nowego miejsca, układając w całość jeszcze raz puzzle naszej codzienności. Takie spotkanie to najlepszy czas, aby zatroszczyć się o nasze zranione uczucia, niedocenione wysiłki oraz niespełnione starania. Poprawiając swoje życie na takie, jakie chcielibyśmy mieć. Więc pójść czy nie pójść do terapeuty, oto jest pytanie? Masz prawo być szczęśliwym. Terapia pozwala ci zrozumieć twoje zachowania, decyzje i wybory. To w gabinecie jest miejsce na wyjaśnianie naszych przeżyć i odczuć. Tam łatwiej zrozumieć samego siebie. Wtedy życie staje się bardziej świadome, mamy większe poczucie wpływu na nasz los. Terapia pokazuje nam przyczyny naszych osiągnięć i strat. Podpowiada, w jaki sposób można rozwiązywać problemy. Wydobywa z nas potencjał i pokłady sprawczości. Rzuca światło na drogę do realizacji naszych pragnień. Gdy ktoś pyta mnie, po co można tak naprawdę pójść do psychologa lub terapeuty, pytam: w jakim stopniu twoje myśli i uczucia wpływają na twoje życie? Prawie zawsze pojawia się odpowiedź: one wpływają na mnie w 100%. Chcesz być piękny? Idź do gabinetu kosmetycznego, na trening fitness, czy do dietetyka. Chcesz być zdrowy? Idź do lekarza lub farmaceuty. Chcesz być szczęśliwszy? Idź do terapeuty. Nie obawiaj się zadbać o swoje uczucia i myśli. Nasze życie oraz doświadczenia wymagają naszej troski i uwagi, jeśli mają nam dawać siłę i energię. To one gwarantują nam piękno duszy i ciała. Zapraszam do konsultacjiKatarzyna Dzik Ogród psychologicznyThe Psychological GardenTel.: 0 75 22 966 466ogrodpsychologiczny@ 8BP, Sheffield518-520 Ecclesall Road, Sheffield
Jakub Szczechowski W najbliższą niedzielę pionkowianie zdecydują o najbliższej przyszłości swego miasta. Odbędzie się referendum w sprawie odwołania burmistrza Romualda Zawodnika. Na ostatniej prostej kampania referendalna koncentruje się nie na zachęcie do głosowania "za" lub "przeciw" burmistrzowi, ale na apelowaniu o udział bądź nie w referendum. Burmistrz Romuald Zawodnik nawołuje do bojkotu głosowania. - W interesie każdego samorządu jest, aby nawet jeśli jakiś wójt czy burmistrz niekoniecznie spełnia oczekiwania społeczne, raczej go inicjować, naciskać na niego do większej aktywności. To jest większy efekt dla samorządu niż przerywanie jego pracy - powiedział w rozmowie z Radiem Plus Radom. Włodarz miasta bronił się przed zarzutami inicjatorów referendum i zwrócił się do nich o debatę. - Zwolennicy referendum nawet nie podejmują rękawicy, żeby spotkać się przy mediach publicznie i przeprowadzić jakąkolwiek dyskusję. Każda debata o coś wzbogaca naszą wspólną mądrość. Miasto jest nasze wspólne bez względu na to czy ktoś jest w komitecie referendalnym czy nie - zauważył Romuald Zawodnik. Druga strona apeluje natomiast, aby mieszkańcy stawili się w niedzielę przy urnach. - Pan Zawodnik jest fatalnym burmistrzem. Mieszkańcom miasta zostało przedstawionych szczegółowych 16 powodów. Najważniejsze to kosztowne i nietrafione miejskie inwestycje, zadłużanie miasta przy jednoczesnym zawieszaniu spłaty długów, nepotyzm, zatrudnianie swoich, rozbudowa administracji samorządowej kosztem 2,5 mln zł, arogancja, buta i brak dialogu z mieszkańcami, lekkomyślność, brak przewidywania konsekwencji decyzji i wypadek na stadionie miejskim z 14 lutego - wyliczył przed mikrofonem radiowym radny SLD i jeden z liderów inicjatywy referendalnej Wojciech Maślanek. W obszernych wywiadach z burmistrzem Zawodnikiem i radnym Maślankiem rozmawialiśmy o poszczególnych zarzutach, o poziomie debaty w Pionkach, o "koalicji referendalnej", ale także o przyszłości pionkowskiego szpitala. Przy okazji referendum można zaobserwować jak kształtuje się sytuacja polityczna w Pionkach. Wśród inicjatorów referendum są ludzie związani i z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i z Prawem i Sprawiedliwością i lokalni bezpartyjni działacze. Po drugiej stronie jest grupa skupiona wokół burmistrza w komitecie "Wspólne Pionki", ale też członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Jesteśmy zdecydowani przeciwni dezorganizacji pracy naszego miasta - mówił szef ludowców w Pionkach Kazimierz Myśliwiec. - W przestrzeni publicznej nie pojawiły się żadne konkretne zarzuty poza jakimiś osądami - dodał radny PSL Wojciech Banaś. Do udziału w referendum bez wskazywania konkretnej odpowiedzi zachęciło zatem pionkowskie koło PiS. Co ciekawe przeciw jest koło SLD. Oświadczenie takie wydał szef koła Piotr Guza. Diametralnie odmienne stanowisko mają natomiast Wojciech Maślanek czy Bohdan Tosza. A co na to niedzielni decydenci, czyli mieszkańcy Pionek? O to, czy pójdą na referendum zapytaliśmy przechodniów, jak i uczestników spotkania zorganizowanego przez inicjatorów referendum. Lokale referendalne będą otwarte od godz. 7 do 21. Aby referendum było ważne do urn musi pójść niemal 4 tys. osób. Musi tu być spełniony wymóg - nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu. Burmistrz zostanie odwołany, jeśli za taką opcją opowie się więcej niż połowa ważnie głosujących. W takim przypadku premier niezwłocznie wyznacza komisarza, czyli osobę, która pełni funkcje burmistrza do czasu wyboru nowego włodarza oraz zarządza wybory przedterminowe. Jeśli uczestnicy referendum zagłosują w większości przeciw odwołaniu, urzędujący burmistrz oczywiście dalej sprawuje władzę.
Od dłuższego czasu dajemy kibicom Lecha Poznań okazję współtworzenia serwisu a nie tylko udzielania się na nim w komentarzach. Pisząc swój tekst możesz liczyć na jego publikację tutaj. Dziś prezentujemy jeden z artykułów nadesłanych do nas przez kibica. Iść albo nie iść – oto jest pytanie… Od kilku miesięcy czytam dyskusję kiboli na temat chodzenia/niechodzenia na mecze Lecha Poznan przy B17 i obok tego, że martwi mnie podział, jaki się zarysowuje w związku z tym wśród kiboli, to mam również jedno nieodparte wrażenie. Mianowicie takie, że zarówno zwolennicy przychodzenia na mecze, jak i przeciwnicy oglądania Lecha na żywo mają rację i jednocześnie się mylą. No bo po kolei: w jaki sposób – my kibole możemy wpłynąć na zmianę myślenia zarządu o klubie? Pokrzykiwaniem z trybun? Nie – bo Kocioł jest wycofany, a zorganizowanie się w kolejną grupę kibicowską jest mało realne. Petycjami, mailami do sponsorów? Też nie – stadion pustoszeje, a sponsorzy walą drzwiami i oknami, bo dla nich nie są ważni ludzie na stadionie, ale ci w TV i ekwiwalent reklamowy liczony przy okazji ukazania się w mediach ich nazwy firmy lub logo. Naciskiem w mediach? Również nie – media są przychylne Lechowi mimo że klub wciąż pokazuje wszystkim środkowy palec [możemy się tylko domyślać dlaczego media właściwie milczą i niczego tu nie zmienia postawa Pana Józefa Djaczenki, która tylko uwypukla problem]. Więc co nam pozostaje? – bojkot meczy. I wydawałoby się, że przeciwnicy chodzenia na B17 mają rację. Robicie nas w bambuko, to my was mamy w tyle i nie przyjdziemy na mecz, nie kupimy giętej, nie kupimy dzieciom gadżetów. Poza oczywistą tragiczną sytuacją, w jakiej kibole bojkotujący mecze swojej ukochanej drużyny by się wtedy znaleźli – wydaje się, że tylko takie działanie mogłoby odnieść skutek. Więc nie idziemy na mecze. Tylko, co to zmieni? Po pierwsze zawsze znajdzie się ok 10 tys grupa kibiców, która na mecze będzie przychodzić. Po drugie przychody z dnia meczowego, to o ile dobrze pamiętam tylko ok 15-16% budżetu rocznego. Po trzecie to, że w klubie będzie mniej kasy nie będzie oznaczało, że będziemy mieć lepszych zawodników, wręcz przeciwnie – będzie to doskonałe usprawiedliwienie dla wyprzedaży, średniego składu drużyny i egzystencji w okolicy 4-5 miejsca w lidze. Mniej kasy o kilka milionów złotych zmieni tylko tyle, że o tyle zmniejszą się wydatki. A klub bez tych kilku milionów sobie poradzi. I nie – nie grozi nam sytuacja Zawiszy Bydgoszcz, czy innej Polonii Warszawa – bo tak, jak kibol z IV kiedyś napisał: Lech Poznań był, jest i będzie – zawsze, bo ma KIBICÓW. Właściciel zapewne się nie zmieni [z różnych powodów, o których można by napisać cały felieton], choć chętni na pewno by się znaleźli. Czyli wpadniemy w marazm permanentny. Ok, więc może raczej przychodźmy na Bułgarską? To rozwiązanie z pozoru wydaje się bardzo rozsądne w sytuacji, w jakiej się obecnie nasz klub znajduje. No bo przecież – do kasy wpadnie kilka milionów dodatkowo, za co można by kupić dobrego grajka. Poza tym pełny stadion może pomóc odrodzić w drużynie ducha walki, zaangażowanie, walkę w myśl mitycznej zasady nsnp. Lech znów mógłby być wielki, a twierdza Bułgarska mogłaby zostać odbudowana. Może ktoś dopisze do tego jeszcze kilka pozytywów. Ale niestety to tyko teoria. Dlaczego? Otóż dlatego, że jak pokazuje historia i doświadczenie pełny stadion co kolejkę nie gwarantuje rozsądku u zarządzających klubem, nie gwarantuje efektywności w wydawaniu kasy, jaką kibole przynieśli w całym sezonie, nie gwarantuje sukcesu sportowego, którego pragną kibole ale tylko sukces finansowy. Bo zakupi się takiego Thomallę, bo zakupi się takiego Dudkę, bo zawodnikom u schyłku kariery da się wysokie i długie kontrakty, bo zwolni się trenera zamiast odesłać do rezerw trzech czy czterech robiących pod górkę piłkarzy, bo przedłuży się umowę słabemu trenerowi – wbrew wcześniejszym ustaleniom, a później zwalnia się go generując duże koszty, bo utrzymuje się trenera przygotowania fizycznego, który wysyła zawodników do znanej kliniki, a drużyna nie ma kim grać na początku sezonu, bo srał, pierdział, żuł trawę i gryzł wódkę… Więc co do jasnej cholery?! Co dymany na wszystkie strony zwykły kibol ma w tej sytuacji zrobić, gdy tak źle i tak niedobrze? Olać mecze ukochanego klubu i wbrew sercu zostać w domu, czy też dać kasę za karnet/bilety i gadżety i patrzeć jak ta kasa jest marnowana i dupsko kibola czerwienieje od gwałtu na nim? Zabijcie mnie – nie wiem. Obie grupy kiboli mogą mieć po części rację i mogą po części się mylić. Kto ma rację? – ja tego nie wiem i nie wiem też, czy w obecnej sytuacji jest osoba, która ma stuprocentowo pewny patent na to, co ma zrobić i jak ma się zachować kibol Lecha. Ale daleki jestem od potępiania tych, którzy nie idą na mecz w geście protestu wobec tego, co się w naszym klubie wyrabia. Z drugiej strony rozumiem też tych, którzy na mecze chodzą, bo zawsze chodzili, bo nie potrafią sobie odmówić tych emocji, które towarzyszą nam kibolom, gdy na żywo oglądamy mecze naszej drużyny. Jestem kibicem Lecha od 40 lat. Gdy miałem 7 lat, na mecze Lecha prowadził mnie mój tata, później chodziłem na mecze z chłopakami z Osiedla. Niejednokrotnie za Lecha dawałem po ryju i po ryju dostawałem, czy to w Poznaniu, czy to na wyjazdach, czy to w stolicy, w której pracuję [choć jestem w niej teraz tylko raz na tydzień]. Ale jakiś czas temu podjąłem decyzję, że nie pójdę na B17, póki nie zmieni się zarząd lub przynajmniej sposób myślenia zarządu Lecha i dopóki nie zobaczę, że drużyna gra z sercem – jak za Franka Smudy. Skoro już śmiano się z mojego klubu, to chociaż nie chciałem patrzeć na to, co dzieje się na boisku, nie chciałem być dymany przez zarząd. Jednak zrozumiałem, że zmiana zarządu bez zmiany właściciela jest nierealna, zmiana myślenia zarządu – choć realna – to jednak jest bardzo mało prawdopodobna. Jednak chcę odwdzięczyć się mojemu tacie. Pójdę więc na mecz, zabiorę mojego prawie 80-letniego tatę, usiądziemy – jak zwykle na III i razem obejrzymy Lecha, bo wiem, że to będzie jego ostatni raz… I naprawdę nie wiem, co będzie dalej, ale wiem jedno – głupie podziały na tych, co idą i na tych, co nie idą na mecz Lecha, ich kłótnie i wzajemne obrażanie się na forach nie służą niczemu dobremu. Niech każdy zachowa się jak musi, ale nie kłóćmy się o to, kto jest lepszym kibolem i komu bardziej zależy, bo wszystkim nam tak samo zależy na Wielkim Lechu. mario Chcesz, by w przyszłości także Twój tekst znalazł się na Pisz i wyślij go do nas pod adres: redakcja@ Jest szansa, że ujrzy światło dzienne. Więcej dowiesz się -> TUTAJ > Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) < Tweety użytkownika @KKSLECHcom
kargulka 30 października 2009, 10:15 Ostatnio zakłądałam wątek o pracy we wrocławiu. Teraz sprawa wygląda tak (zaraz wam napisze :P ) i mam nadzieje, ze poradzicie mi jak do tego podejść. A szczególnie byłabym wdzieczna mamuśkom gdyby mi napisały,czy na miejscu tej pani by mnie zatrudnili. Zadzwoniłam wczoraj pod numer z ogłoszenia do pani która szuka opiekunki do dziecka. Troche się nie zgadałyśmy przez tel. i powiedziałam jej że nigdy nie pracowałam jako opiekunka chodziło mi o to że nigdy mi za to nie płacili. Słyszałam w głosie tej pani,ze raczej nie chętnie do mnie podchodzi bo wiadomo młoda i jak wyszło bez doświadczenia. Dzieciaczek ma dopiero roczek pani szuka kogoś na 8 h od poniedziałku do piątku . Umówiłam się z nią mimo ,ze widać było ,ze nie była bardzo na tak. No ale nie dziwie sie, bo przecież ma oddac dziecko nieznajomej osobie rzekomo bez doświadczenia. Zaczęłam studia na pedagogice specjalnej na specjalizacji edukacja i rehabilitacja osób z niepełnosprawnością intelektualną, będę pracować w przyszłości z dziećmi chorymi , kształce się pod tym kątem. Kocham dzieci, moja siostra pracuje w przedszkolu integracyjnym , czesto jej pomagam przy trzylatkach , moja przyjaciółka pracuje w "żłobko-przedszkolu" gdzie też często się mnie można zobaczyć, uwielbiałam od zawsze zajmować się dziećmi rodziny, sąsiadów i raczej nie miałam nigdy problemów z opieką. Zdaje sobie sprawe ,ze to cięża praca. Czy myślicie ze mam szanse na zatrudnienie ? czy opłaca mi się w ogóle iść na to spotkanie ? to że nigdy nie byłam zatrudniona jako opiekunka działa na moją niekorzyść. Nie wiem czy mam jakieś szanse..co o tym myślicie ? maharet1092 30 października 2009, 10:20 Wg mnie masz po prostu wytłumaczyć tej pani,że opiekowałaś się maluchami,ale nie robiłaś tego za kasę. Dołączył: 2006-01-04 Miasto: Na Koncu Wsi Liczba postów: 109747 30 października 2009, 10:27 jak nie pojdziesz to nie bedziesz wiediec pamietaj ze kazdy pracodawca ma prawo wyboru i to ze powie nie , nie znaczy o tym ze ty jestes zla ----w twojej sytuacji ewelinag22 30 października 2009, 10:27 Najważniejsze moim zdaniem jest to ,że kochasz dzieci i miałaś z nimi styczność...:) To ,że nigdy nie pracowałaś w tym zawodzie nie oznacza ,że masz być przekreślona...zawszę musi być ten pierwszy raz:)Więc idź śmiało no i powiedz to wszystko co nam napisałaś:) A z dzieckiem rocznym nie ma dużo problemów...bo przecież czytać umiesz,bawić się też...no pampersa zmienić...nakarmić...:) No ale to nie jest ciężkie:)Powodzenia:) Dołączył: 2009-03-30 Miasto: Lublin Liczba postów: 1494 30 października 2009, 10:27 Dokladnie. Nie poddawaj się..z resztą gdyby każdy tak podchodził do tematu to niby skąd taka potencjalna opiekunka ma miec doświadczenie? Ty tak na prawdę je masz, tyle, że nie robiłaś nigdy tego odpłatnie a w ramach przysługi w kręgu bliskich :) głowa do góry, bedzie ok, tylko się nie nastawiaj od razu na porażkę :) INSZAINSZOSC 30 października 2009, 10:27 HMMM...MOIM ZDANIEM NA TWOJĄ NIEKORZYŚĆ PRZEMAWIA ZBYT MŁODY WIEK I BRAK DOŚWIADCZENIA - ROCZNE DZIECKO TO SPORE WYZWANIE ...Z DRUGIEJ STRONY PO PRZECZYTANIU TWOJEGO TEXTU MAM WRAŻENIE ,ŻE KOCHASZ DZIECI A TO JEST MAMĄ I PRZYZNAM ,ŻE MAM MIESZANE UCZUCIA I SAMA NIE WIEM CZY BYM CIEBIE PRZYJĘŁA .TRUDNY ORZECH DO ZGRYZIENIA PS POWODZENIA asiaBcN 30 października 2009, 10:37 najwazniejsze jest zeby babka zobaczyla Ciebie i podejscie do dziecka. kiedys musi byc ten pierwszy raz. ja co prawda pierwszy raz pracowalam jak opiekunka tylko 2 godz i otem tak wiecej wiecej ; ) ale jesli wzbudizsz u niej zaufanei i zobaczy pozytywna reakcje na Ciebie u dziecka to prace dostaniesz niezaleznie od innych rzeczy :) NieLubieKminku 30 października 2009, 10:41 jednak chciała się spotkac więc już mały krok do przodu. wiesz ja nie znam nikogo kto przystępując do pierwszej pracy miał za sobą doświadczenie :D na logikę to niemożliwe :DSzansę masz... ta Kobieta będzie Cię obserwowała czy po wejściu skupiasz się na niej czy dziecku a może meblach. Obowiązkowo opowiedz jej o swoich wolontariuszowych przygodach. O planach. A nawet jak Cię nie zatrudni to zapamiętaj - zawsze się opłaca iść. To doświadczenie które się przydaje. redshadow 30 października 2009, 11:17 idz, nic nie tracisz. w najgorszym wypadku nie dostaniesz tej pracy i tyle. wytlumacz babce ze masz doswiadczenie w opiece nad dziecmi itp tylko ze wczesniej nie robilas tego za kase i tyle. musisz wzbudzic jej nie pojdziesz bedziesz zalowac ze nie sprobowalas!!!!!!!!!!!!!!!! Dołączył: 2009-08-10 Miasto: Katowice Liczba postów: 2108 30 października 2009, 11:20 popieram porzedniczki !!! to że masz ręke do dzieci i umisz sie nimi zając działa na Twoja korzyść !!! Poprostu musisz o tym tej kobiecie powiedzieć
{"type":"film","id":328812,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Starcie+tytan%C3%B3w-2010-328812/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Starcie tytanów 2010-04-06 19:11:16 Do kina, na film, czy na efekty 3D ? W tych postach za i przeciw pogubiłem się. "Troja" też miała być hiciorem, a większość narzekała. projektorman Oglądałam jakiś miesiąc temu zapowiedź i byłam pod wielkim wrażeniem efektów. Reklama trwała trochę ponad minutę a mnie zamurowało. No i TA muzyka, mistrzostwo!Z chęcią wybrałabym się do kina na ten film, ale w Olsztynie grają tylko wersję analogową. Jak zadupie to zadupie :( projektorman Kiedyś między 3D a zwykłym obrazem była kosmiczna różnica chociażby...kolorów :D Dziś film wygląda tak samo ładnie ale w wielu momentach jest niesamowite uczucie kiedy coś "tańczy" Ci przed nosem ;) Pytanie pozostaje czy akurat ten film ma tych akcji na tyle, aby było to warte zapłaty za droższe bilety. czy ten film je ma? Hmmm, z przyzwoitości należałoby poczekać, aż wejdzie do kin i wtedy się wypowiadać heh. Ogólnie: ja bym poszedł na 3d!
iść czy nie iść oto jest pytanie